VI
21
2010
Anima Vilis
Anima Vilis

Krzysz­tof T. Dąbrow­ski poja­wił się na naszym rynku w spo­sób dość szcze­gólny. Debiu­to­wał publi­ku­jąc na róż­nych por­ta­lach inter­ne­to­wych, czego uko­ro­no­wa­niem było wyda­nie audio­bo­oka „Naśmier­ciny” w wydaw­nic­twie Armo­ryka. Suk­ces książki prze­ło­żył się na jej wzno­wie­nia i dru­gie wyda­nia, a sam autor przy­ło­żył się, by opo­wia­da­nia z tego zbioru tra­fiły do prasy zagra­nicz­nej. Tym spo­so­bem utwory poja­wiły się w USA, Anglii, Rosji, Cze­chach, Sło­wa­cji, Węgrzech, Argen­ty­nie, Niem­czech, Izra­elu, Bra­zy­lii, Hisz­pa­nii, Mek­syku i oczy­wi­ście w Pol­skich maga­zy­nach m.in. „Gra­ba­rzu Pol­skim”, „Lśnie­niu” i „Science Fic­tion Fan­tasy i Hor­ror”. Nie zabra­kło także komik­sów inspi­ro­wa­nych opo­wia­da­niami autora. Tym spo­so­bem Dąbrow­ski zaist­niał na pol­skiej sce­nie bra­wu­rowo. Ale czy prze­kłada się to na suk­ces lite­racki? To już nale­ża­łoby roz­pa­try­wać w innych kate­go­riach, wspo­mniany zbiór „Naśmier­ciny” pre­zen­tuje bowiem poziom dość nie­równy, zarówno gatun­kowo jak i lite­racko wła­śnie. Swoje umie­jęt­no­ści autor pre­zen­tuje tak naprawdę teraz, za sprawą wyda­nego przez Ini­tium „Anima Vilis”. 

Nie jest łatwo oce­nić książkę dobrego zna­jo­mego, który dodat­kowo pozdra­wia czło­wieka we wstę­pie. Nie­mniej, recen­zencki obo­wią­zek naka­zuje spoj­rzeć na nowe dziecko Krzysz­tofa z całą suro­wo­ścią, jed­nak nie do końca obiek­tyw­nie. Dla­czego? O tym za moment. Zbiór otwiera opo­wia­da­nie tytu­łowe. Łaciń­ski tytuł ozna­cza nędzną duszę, podłą istotę i dosko­nale pasuje tak naprawdę do całej książki. Boha­te­rem opo­wia­da­nia jest maleńka Mar­tynka, któ­rej śni się czę­sto kosz­mar o potwor­nym Świę­tym Miko­łaju, który przy­cho­dzi w nocy zro­bić jej krzywdę. Już w tej histo­rii autor poka­zuje, czego mniej wię­cej można się po nim spo­dzie­wać, bowiem szybko boha­te­rem staje się Mak­sio, pies dziew­czynki, a potem… A potem nastę­puje tyle zwro­tów akcji i zaska­ku­ją­cych wyda­rzeń, że azja­tyc­kie hor­rory ze swoim dru­gim i trze­cim zakoń­cze­niem mogłyby się poważ­nie zawsty­dzić. Osta­teczne zakoń­cze­nie jest cał­kiem zgrabne, nie­mniej po lek­tu­rze mia­łem wra­że­nie, że Krzysz­tof troszkę prze­kom­bi­no­wał, a wydaw­nic­two prze­gięło z kolei z nie­ade­kwatną i nader ero­tyczną okładką. Na szczę­ście wkrótce miało się oka­zać, że przy­naj­mniej w jed­nej kwe­stii się myliłem. 

Dru­gie opo­wia­da­nie „A teraz baw­cie się i świę­tuj­cie!” zaczyna się jak kla­syczny hor­ror pokroju Gra­hama Master­tona, by potem przejść sprytną teo­rię spi­skową dla fana­ty­ków archi­wum X. Nie­stety, ja nim nie jestem, co wię­cej, nie prze­pa­dam za tego typu opo­wiast­kami o kosmi­tach, więc poza doce­nie­niem pomy­słu i warsz­tatu, jestem na nie. Podob­nie jest z opo­wia­da­niem „Upro­wa­dze­nie”. Tu powraca znany z opo­wia­dań ze zbioru „Naśmier­ciny”, pija­czek Sta­siek, który tym razem zostaje porwany przez kosmi­tów i przy­spa­rza im kło­po­tów w stylu Wędro­wy­cza. Nie powiem, podoba mi się sty­li­za­cja języ­kowa, kilka pomy­słów zasłu­guje na uzna­nie, nie­mniej, nie prze­pa­dam za tego typu humo­rem. Doce­niam, ale tu wła­śnie wycho­dzi mój brak obiektywizmu. 

Zupeł­nie ina­czej wygląda sprawa „Prze­zna­cze­nie znaj­dzie drogę”. Tu powraca Mar­tynka z pierw­szego opo­wia­da­nia, która widać nie dość wycier­piała ostat­nio, teraz bowiem musi zostać na noc u cioci na wsi, która z kolei oka­zuje się naj­praw­dziw­szą wiedźmą. I tu Dąbrow­ski roz­wija skrzy­dła w pełni. Znów mie­sza i plą­cze wątki, pro­wa­dząc je jed­nak do kon­kret­nego i uda­nego finału (z obo­wiąz­kowo otwartą furtką), przede wszyst­kim wyka­zuje się zna­jo­mo­ścią mito­lo­gii sło­wiań­skiej, tak u nas zapo­mnia­nej, a prze­cież jakże cudow­nej, two­rząc nie­wąt­pli­wie naj­cie­kaw­sze opo­wia­da­nie w tym zbio­rze i jedno z naj­lep­szych jakie czy­ta­łem w ostat­nich cza­sach. Naprawdę, nie­obiek­tyw­nie, duże brawa. 

Biwak” to w zasa­dzie typowy camp sla­sher, czyli grupka mło­dzieży nad jezio­rem, która zamiast zgod­nie z zamie­rze­niami upra­wiać seks i się upi­jać zosta­nie spek­ta­ku­lar­nie wymor­do­wana. Opo­wia­da­nie w zasa­dzie prze­ciętne, ale dzięki powią­za­niu fabu­lar­nemu z „Prze­zna­cze­nie znaj­dzie drogę” zyskuje kilka dodat­ko­wych plusów. 

Prze­wrot­ność i czarny humor powraca w opo­wia­da­niu „Geo­r­gie”, gdzie kow­boj John ratuje od śmierci na pustyni męż­czy­znę. Przez więk­szość opo­wia­da­nia śledzimy jego sta­ra­nia o oca­le­nie sie­bie i towa­rzy­sza, by wresz­cie odkryć, że męż­czy­zna ów umarł już dawno, a teraz jest… zom­bie. I tu znów ulu­biony zabieg Dąbrow­skiego, czyli zmiana per­spek­tywy i akcję śledzimy oczyma Geo­r­giego wła­śnie. Cie­kawy pomysł, dobre wyko­na­nie, plus. 

No i docho­dzimy do zamy­ka­ją­cego zbiór opo­wia­da­nia „Losu dopeł­nie­nie”, naj­więk­szego obję­to­ściowo, napi­sa­nego z naj­więk­szym roz­ma­chem, werwą i pomy­słem. Jest tylko jedno ale. Utwór roz­wija wątki z „Anima Vilis”, „Prze­zna­cze­nie znaj­dzie drogę” i „Biwaku”, a Dąbrow­ski potrafi zaim­po­no­wać pomy­słami, prze­my­śle­niami, opi­sami, a przede wszyst­kim zło­żo­no­ścią fabuły przy jed­no­cze­snym zabu­rze­niu czasu i miej­sca akcji. Co wię­cej spina to w cie­kawą klamrę o nie­ba­nal­nym prze­sła­niu. Nie­mniej, odno­szę nie­od­parte wra­że­nie, że „Losu dopeł­nie­nie” jest po pro­stu uspraw­nioną wer­sją „Anima Vilis”, znów mamy psa, dziew­czynkę, prze­ba­cze­nie, zemstę, gwałt, mord… W nieco innej kon­fi­gu­ra­cji, ale dosta­jemy te same klocki, pro­wa­dzące do w grun­cie rze­czy podob­nego zakoń­cze­nia. Z jed­nej strony — piękna klamra dla zbioru, z dru­giej — niedosyt. 

I tu poja­wia się pro­blem z pod­su­mo­wa­niem. Krzysz­tof odszedł tym razem bar­dzo od gro­te­ski i nie­zde­cy­do­wa­nia jakie cecho­wały „Naśmier­ciny”. „Anima Vilis” domi­nuje ton poważny, cza­sem reflek­syjny, co wię­cej, oka­zuje się, że autor radzi sobie z nim o wiele lepiej. Pomy­sło­wość i zło­żo­ność utwo­rów pozwala wró­żyć pisa­rzowi bar­dzo dobrze. Nie­mniej uwa­żam, że nie­które opo­wia­da­nia zostały tu umiesz­czone na siłę i choć trzy­mają poziom, zabu­rzają ogólną wymowę zbioru. Mimo to pre­zen­tuje on świetną formę pisa­rza, na któ­rego warto zwró­cić uwagę i zain­we­sto­wać w jego naj­młod­sze dzie­cię. Jeśli Dąbrow­ski utrzyma ten­den­cję, to już wkrótce będzie mógł nas bar­dzo poważ­nie i pozy­tyw­nie zasko­czyć. I wtedy brawa będą więk­sze. Na razie pozo­stanę przy okla­skach uznania. 

Łukasz Radecki
Autor:   Krzysztof T. Dąbrowski
Wydawnictwo:   Initium
Data wydania:   2010-05-20
Cena:   34,90 zł
Format:   368 s.
Opis z okładki:  
„Anima Vilis” to zbiór oryginalnych opowiadań grozy.
Wyobraźcie sobie zombie w scenerii westernu. Lub opowieść, w której spotykacie demonicznego Świętego Mikołaja. W tajemniczym korowodzie przez opowiadania zbioru przewijają się też słowiańskie demony, UFO, kosmici i wiedźmy. A wszystko to w smakowitym sosie, przyrządzonym na bazie takich motywów, jak teorie spiskowe, apokalipsa czy podróże między wymiarami. Dodatkowo mistrz kuchni przyprawił wszystkie historie szczyptą czarnego humoru, groteski i cynizmu.
Jeśli lubisz się bać, a jednocześnie uwielbiasz być zaskakiwany – ta książka porwie Cię w szaloną podróż już od pierwszej strony.
Przypisane tagi: