# inni twórcy
Oskar E. Jach
Pukacz

Graham Masterton
Strach ma wiele twarzy

>> archiwum

strona główna
  # pokoje
H.P. Lovecraft
Dean Koontz
Stephen King
G. Masterton
Anne Rice
pokój komiksowy

  # zapraszamy
Forum
Wypowiedz się, zapytaj, ochrzań, pochwal

  # Łukasz Orbitowski - "Tracę ciepło"

    Rzadko mi się zdarza zupełnie zatracić się w aktualnie czytanej powieści. W gorącym okresie przedsesyjnym gdzie człowiek nie spojrzy, widzi ostrzące pazury terminy oddania prac, zaliczeń i kolokwiów; za oknem niewidziane od zeszłej jesieni słońce grzeje smakowicie, a ja od wczoraj nie robię nic poza jedzeniem, piciem kawy i czytaniem. Współlokatorka dziwnie na mnie patrzy, gdy co chwilę przyjmuję coraz to durniejszą pozę, tylko po to, by choć na moment odciążyć inną partię bolących mięśni. I przez kogo to?
    „Tracę ciepło” zaczyna się jak bardziej brudna, mroczna i straszna wersja powieści dla młodzieży Nienackiego i Bahdaja. Historia dzieciństwa, początku męskiej przyjaźni; nierzadko brutalna, pełna smutnych prawd, chwilami grająca na wrażliwych strunach, które horrory zazwyczaj zostawiają w spokoju… a w tle upiorne jeziora, budzące ambiwalentne uczucia grozy i zachwytu. Zmagające się z tajemnicą i upiorami dzieci tworzyły atmosferę podobnej do tej z filmu „Kręgosłup diabła”, ale wraz z ich dorosłością przychodzi też zmiana w powieści, która, jak jej postaci, zdaje się dojrzewać. Zagadki nie dają się tak łatwo rozwiązać, rany zarówno fizyczne jak i psychiczne stają się głębsze oraz boleśniejsze, a do puli strachów autor co i rusz dodaje nowe pozycje. Wszystko tonie w morzu alkoholu, wyjątkowo krwiści bohaterowie nie chcą wyjść z głowy, a przytoczona opowieść niemieckiego żołnierza i młodej polskiej artystki wzrusza, boli i bawi na przemian. Powieść burzy porządek naszych wyobrażeń na temat horroru, wprowadzając więcej wątków obyczajowych niż grozy, a jednocześnie nigdy nie traci klimatu niesamowitości, wyjętego wprost z koszmarów, w ostatniej części upodabniając się do nich niemal całkowicie, z ich pokrętną logiką, nieprzystającymi wizjami i wszechobecną dziwacznością.
    Zarówno fabuła, jak i styl książki, sprawiają, że czytelnik po jej skończeniu nie wie, co ze sobą zrobić. „Tracę ciepło” wsysa czytelnika w bardzo polską i bardzo porządną grozę, wypluwając wymiętolonego jak pościel po bezsennej nocy. Orbitowski jest pisarzem do bólu szczerym, diabelnie pomysłowym, a do tego świeżym i z doskonałym piórem.

autor: Agnieszka Brodzik

    Ostatnio miałem duże problemy z czytaniem książek od początku do końca. Przez kilka minionych miesięcy najczęściej po prostu rezygnowałem z lektury, mając za sobą zaledwie kilkadziesiąt stron. W pewnym momencie myślałem nawet, że oto przyszedł kres mojego czytelnictwa i przez dłuższy czas nie sięgnę po żadną powieść. Na szczęście niedawno coś się we mnie odblokowało, dzięki czemu ponownie odczułem znajomy głód na dobrą opowieść. Pierwsza książka, z jaką zdecydowałem się zapoznać po chwilowej przerwie, to "Tracę ciepło" Łukasza Orbitowskiego.
    Autor w tej dosyć obszernej powieści przybliża czytelnikowi losy dwójki bohaterów: Kuby i Konrada. Mają oni pewien dar, który odróżnia ich od pozostałych ludzi. Widzą duchy oraz tajemniczy świat jezior, stanowiący jakby odbicie niematerialnej części otaczającej nas rzeczywistości. Kuba i Konrad pojawiają się w trzech opowieściach, które składają się na główny wątek książki.
    Najpierw trafiamy do podstawówki z początku lat dziewięćdziesiątych, aby niedługo później zwiedzić przerażającą prowincję oraz stać się świadkami upadku pewnej niezwykłej sekty. Na początku wydarzenia w "Tracę ciepło" toczą się powoli - wręcz leniwie. Jednak wcale nie oznacza to nudy. Wręcz przeciwnie! Styl Łukasza Orbitowskiego jest na tyle zajmujący i "żywy", że z przyjemnością przerzucałem kolejne kartki. Tym bardziej, że pierwsza część powieści to wariacja na mój ulubiony temat, czyli dzieciństwo - a dokładniej wiek czternastu lat, koniec szkoły podstawowej itd. Autor w świetny sposób oddaje brutalną prawdę o dorastaniu w Polsce w Roku Zero (i nie tylko). Rzeczywistość w "Tracę ciepło" jest brudna, wulgarna, a "słabeusze" nie mają w niej lekkiego życia. Chyba, że posiadają dar, coś na wzór "szóstego zmysłu", który pozwala im dostrzec rzeczy niedostrzegalne. Jednak zdolność ta nie jest pozbawiona swojej ceny. To właśnie dzięki widzeniu świata jezior Kuba i Konrad stają się uczestnikami przerażających wydarzeń.
    Jak już wspominałem "Tracę ciepło" to powieść obszerna, bo licząca około pięciuset stron, lecz żadna spędzona z nią chwila nie była nudna czy też stracona. Bawiłem się naprawdę kapitalnie. Momentami płakałem ze śmiechu, gdy bohaterowie mówili o czymś w wesoły sposób, aby w kilka stron później przeżywać niezły horror. Łukasz Orbitowski świetnie oddał klimat dzieciństwa, dorastania (pierwsze popijawy, miłości oraz przyjaźnie), a także grozę polskich miast i wsi.
    Najbardziej niezwykły jest tutaj finał: przeszłość miesza się w nim z teraźniejszością, teraźniejszość z przyszłością i tak na zmianę. To co boskie łączy się z tym co szatańskie, diabelskie. W pewnym momencie nie wiadomo już co dzieję się naprawdę, a co nie. Wszystko staję się niejednoznaczne, głębsze, mroczniejsze - osiągając apogeum wyobraźni czytelnika, który tylko brnie do końca, mając nadzieję na wyjaśnienia. No i pojawiają się one, jednak nie w takiej ilości, w jakiej niektórzy by chcieli. Dużo rzeczy trzeba sobie samemu zinterpretować, poukładać - za co należą się wielkie brawa. Dzięki temu jeszcze przez kilka dni będę myślał o tej powieści, starając się odpowiedzieć sobie na niektóre pytania.
    Według mnie "Tracę ciepło" to wydarzenie, które powinno solidnie wstrząsnąć polskim rynkiem literackim. Mamy tutaj wszystko, począwszy od ciekawego pomysłu, przez solidne wykonanie, po niejednoznaczne zakończenie. Całość okrasza bardzo płynny, wciągający styl Łukasza Orbitowskiego, w którym humor miesza się z horrorem, horror z magią, a magia z tym co rzeczywiste, czyli z Polską na przestrzeni ostatnich kilkunastu lat, w której każdy z nas może odnaleźć coś, co go zafascynuje, urzeknie i wciągnie w niesamowicie wartki nurt opowieści.
    "Tracę ciepło" w pełni zasługuję na ocenę bardzo dobrą. Z czystym sumieniem polecam każdemu. Nie tylko miłośnikom horroru, ale wszystkim, którzy chcą przeczytać świetną, niejednoznaczną powieść, która niesie ze sobą nie tylko rozrywkę, ale i chwilę refleksji.

autor: Gabriel Augustyn

    I co tu zrobić z takim Orbitowskim? Za co by się nie złapał, to ludziom się podoba. Opowiadania, artykuły, felietony, powieść... Dobrze, że nie śpiewa, bo rodzimi wokaliści już mogliby pakować manatki i jechać do Anglii, by pucować ścierką naczynia w tamtejszych barach. Póki co mogą spać spokojnie, Łukasz Orbitowski nie zacznie śpiewać, głównie pisze.
    "Tracę ciepło" to powieść, o której sporo mówiono już od jakiegoś czasu. Autor wreszcie zdobył się na wielowątkową fabułę i dodał swojemu pisarstwu nowego wyrazu. Wydaną wcześniej w formie niewielkiej książeczki powieść "Horror Show" możemy chyba traktować jako wprawkę; tym razem otrzymujemy obszerne, ponad 400-stronnicowe tomiszcze, które zaskakuje spójnością i ogólnym zamysłem.
    Powieść składa się z trzech pozornie odrębnych historii, przeplatających się ze sobą. Kuba i Konrad - dwójka bohaterów, których poznajemy pod koniec podstawówki, to postaci, bogate w psychologiczną głębię. Wydarzenia z ich dzieciństwa stanowią klucz do całej opowieści. Kontakt ze światem zmarłych wywarł na nich wielki wpływ i zbliżył do siebie dwa przeciwstawne charaktery.
    Konrad, który wcześniej znęcał się nad Kubą, staje w końcu jego przyjacielem. Obaj potrafią czasem zobaczyć tajemnicze "jeziora", które są światem zamieszkiwanym przez zmarłych.
    Konrad to cwaniak, który pochodzi z biednej rodziny i musi kombinować jak tu złączyć koniec z końcem. Z kolei Kuba startuje z pozycji klasowego mięczaka, zaczytującego się w powieściach Mastertona i Kinga. Słucha metalu, pisze wiersze - słowem stanowi typowy przykład nawiedzonego nastolatka, któremu pewne dziwne pomysły nie przychodzą nawet wówczas, gdy już nieco wydorośleje. Pewnie dlatego pracuje głównie dorywczo, a w ramach hobby bierze się za odtworzenie biografii hitlerowskiego żołnierza, który po wojnie został liczącym się wydawcą niemieckich książek religijnych. Jego związek z młodą Polką, romans z marksizmem i śmierć z ręki polskich rzezimieszków, to temat na osobną powieść. Orbitowski dokonuje jedynie syntezy najciekawszych wątków, tworząc w ten sposób specyficzną opowieść szkatułkową; czytelnik widzi losy Niemca jako rezultat badań Kuby.     Bez względu na to czy jest to historia o duchach w krakowskiej szkole, wycieczce nad jezioro, czy też o kontaktach z tajemniczą sektą religijną, autor proponuje nam zawsze odrobinę dodatkowej głębi. Wszystko to za sprawą postaci, które opisuje nam Kuba, oraz jego własnych przemyśleń na ich temat.
    W powieści Orbitowskiego nie znajdziemy jednoznacznych ocen. Nawet zapijaczony prorok, ściągający na swych niewiernych wyznawców zemstę, pokazany jest jako osoba godna współczucia.     Orbitowski podaje zawsze odpowiednią ilość szczegółów, które sprawiają, że w pewnym momencie w jego prozę wplata się coraz więcej wątków obyczajowych. Znamienne jest to, że wcześniej podobne rozwiązanie piętnował w recenzjach powieści Stephena Kinga. Czyżby więc miał podzielić los mistrza horroru? Nawet jeśli maiłoby to zaowocować lekkim rozwodnieniem fabuły, to myślę, że taki scenariusz wyjdzie na dobre zarówno autorowi, jak i jego czytelnikom. Już teraz pozytywne przyjęcie jego książek przez krytyków, pozwala z optymizmem patrzeć na przyszłość literatury grozy w Polsce. Pozostaje mieć nadzieję, że za Orbitowskim pójdą inni.


autor: Rafał Chojnacki

    Jako osobnik permanentnie za, a nawet przepracowany, a nadto obarczony nieprzebranym mrowiem obowiązków, rzadko mogę pozwolić sobie na luksus czytania książek. Przykre, ale prawdziwe. Przyznaję się bez bicia, że najczęściej zapoznaję się z twórczością literacką w niespecjalnie do tego przystających warunkach; w trakcie przemieszczania się pociągami, tramwajami itepe. W efekcie, kiedy tylko udaje mi się przykleić zad do jakiegoś siedliska, natychmiast sięgam po słowo drukowane. Tym razem padło na "Tracę ciepło" imć Orbitowskiego. Książka słusznych rozmiarów, o przykuwającej uwagę delirycznej okładce, która natychmiast skojarzyła mi się z tą zdobiącą płytę "Wild Mood Swings" uwielbianej przeze mnie kapeli The Cure. Nawiasem mówiąc - bynajmniej nie korzystając z zapisków na mankietach - Łukasz O. jest moim ulubionym żyjącym polskim pisarzem.
    Ale na tym podobieństwa pomiędzy rzeczonymi dokonaniami artystycznymi definitywnie się kończą. Bo o ile "Wild Mood Swings" uważam za najsłabszy album w bogatej dyskografii Kuracji, to "Tracę ciepło" jest zdecydowanie najlepszą książką, jaka dotąd wyszła spod pióra, sorry, klawiatury Łukasza. Czyta się ją rewelacyjnie, a nieznośna lekkość (nie mylić z banalnością!) stylu sprawiła, że pochłonięty lekturą przejechałem swój przystanek. Akcja, która nie przytrafiła mi się od lat. Darujmy sobie streszczenie powieści, bo kto chce ten i tak pozna jej zawartość. Skupmy się lepiej na tym co wyróżnia "Tracę ciepło" na tle rodzimych produkcji literackich.
    Hmm. Rzecz w tym, że - chcąc być uczciwym - muszę napisać, że nie ma za bardzo z czym porównywać tej powieści. Przynajmniej na naszym, fantastyczno groźnym poletku. Łukasz z powodzeniem zajął się nieczęsto obecnie podejmowanym tematem męskiej (nie gejowskiej) przyjaźni, niejako przy okazji z rozmachem kreśląc panoramę staro nowego Kazimierza i wplatając w opowieść liczne wątki ponadnaturalne, a wszystko to z uwzględnieniem przemian kulturowo-politycznych, które stały się naszym udziałem przez kilkanaście ostatnich lat.
    Powieść napisana jest żywym i różnorodnym językiem, obfitującym zarówno w wulgaryzmy jak i elementy poetyckie. Nie brak tu celnych obserwacji obyczajowych, pogłębionych filozoficznym zacięciem autora "Szeroki, głęboki, wymalować wszystko". Nie potrafię oprzeć się pokusie, by nie wspomnieć o tym, że "Tracę ciepło" jest świetnym materiałem na film. Gdyby jakiś sensowny reżyser pokusił się o adaptację... Ech... Marzenia ściętej głowy...? Można oczywiście marudzić (i niektórzy to robią), że z tej powieści dałoby się wykroić materiał na dwie, a może i trzy książki.
    Ale zastanówmy się - czy aby na pewno jest to zarzut? W czasach, gdy uznani pisarze taśmowo produkują trylogie, teatrologie i inne "gie", bez żenady eksploatując te same ograne motywy, warto docenić kogoś, kto ma tyle pomysłów, że nie musi skąpić ich czytelnikowi.
    Podobno stworzenie tej książki zajęło Łukaszowi dwa i pół roku. No cóż. Na pewno był to czas dobrze wykorzystany.

autor: Kazimierz Kyrcz Jr.

-------




Wyd.: Wydawnictwo Literackie
data wydania: 2007
liczba stron: 492
Cena: 39,99 zł


Podyskutuj o książce na naszym forum.

Serwis "Carpe Noctem" oficjalnie rozpoczął działalność 1 września 2003
© copyright by "Carpe Noctem" 2003 - 2006
Wszystkie prawa zastrzeżone
webmaster: Przemysław Romański
stat4u