# pokoje
H.P. Lovecraft
Dean Koontz
Stephen King
G. Masterton
Anne Rice
pokój komiksowy

  # 99% grozy
wydawnictwo CN
artykuły
wywiady
zagraniczne bestsellery
fragmenty
prasa - recenzje
artykuły prasowe
galerie
ostatnio wydane
zapowiedzi
download
strona główna

  # zapraszamy
Forum
Wypowiedz się, zapytaj, ochrzań, pochwal

  # artykuły

Hubert "Mando" Spandowski
FALKON 2009 - relacja

    Tegoroczny Falkon był niezwykle rzadką możliwością, by w gronie fanów fantastyki bawić się w klimatach Nightmare. Horror traktuje się raczej marginalnie w tym środowisku. Do Lublina blisko nie jest, ale że tematyka ciekawa, to nie można było tam nie być. Już na samym wstępie strasznie spodobała mi się inicjatywa oddawania krwi w zamian za zniżkę w akredytacji. Jestem wieloletnim zwolennikiem krwiodawstwa i zawsze całym sercem popieram takie akcje. Sam, choć akredytację miałem darmową, zmobilizowałem się by nie przekładać dłużej wizyty w punkcie krwiodawstwa i też przed konwentem sobie co nieco upuściłem. Mam nadzieję, że kogoś skusiła ta zniżka i dał się namówić na podobny zabieg. Fajnie by było gdyby inne konwenty wzięły przykład z Lublina, choć przyznam się, że nie wiem czy akcja zakończyła się sukcesem czy też nie.
    Na konwent wybrałem się wraz forumowym kumplem – Mandriellem. Jechaliśmy razem z Bydgoszczy więc już w pociągu, podczas niespełna 7-godzinnej podróży, zdążyliśmy się wprowadzić w konwentowy klimat. Do Lublina dojechaliśmy w piątek w późnych godzinach wieczornych. Zdążyliśmy jedynie zrobić szybkie rozeznanie terenu WYSPY i od razu udaliśmy się do 4. Liceum na nocleg (szliśmy pieszo z ciężkimi torbami, ale pretensje możemy mieć tylko do siebie, że nie doczytaliśmy o darmowych autobusach). Na sam początek kilka zdań o tym co mi się bardzo nie spodobało. Zdaję sobie sprawę, że alkohol jest sporym problemem konwentów i jeśli przymknie się na niego oko to kończy się syfem, smrodem i różnej maści płynami żołądkowymi na podłodze. Ale czemu od razu popadać ze skrajności w skrajność? W końcu na stronie konwentu wyraźnie stoi, że jedno czy dwa złociste wypić sobie można. Tylko pytanie gdzie to zrobić. Na miejscu konwentu nie stwierdziłem żadnego wydzielonego barku, a pierwsze próby przeszukania najbliższej okolicy zakończyły się ostrym starciem z tubylcami. Na miejscu noclegu zostałem natomiast powitany przez ochronę, która przetrzepała mi torbę, kieszenie i prawie wszystko co dało się przetrzepać). Plus jest taki, że byli to mili i wyrozumiali ludzie, a nie łyse klocki, które często zajmują się tą profesją. Tak czy inaczej, poczułem się dziwnie i jeżeli naprawdę niegrzecznie jest nie przyjechać na urodziny, to chyba jeszcze niegrzeczniej jest traktować gości w taki sposób. Każdy konwent należy rozpatrywać na dwóch płaszczyznach – poziomu prelekcji i fanowskiej integracji. Tutaj ta druga w zasadzie nie istniała. Gdy ludziom zabrali alkohol, ci poszli spać, a tym samym o 23:00 pogaszone były światła w prawie wszystkich salach. W konsekwencji spaliśmy na korytarzu, ale przynajmniej poranki były znośne, pozbawione smrodu i omijania posiłków w konsystencji ciekłej. Szkoda też, że nie udostępniono żadnych pryszniców (w tak wielkiej szkole na pewno się jakieś znajdują).
    To tyle jeśli chodzi o marudzenie :-) Część właściwą konwentu zaczęliśmy dopiero w sobotę. Z braku interesujących nas punktów programu, pierwszą godzinkę po otwarciu poświeciliśmy jeszcze na rozeznanie w terenie, kawkę i szybkie śniadanie. O 11:00 stawiliśmy się w auli aby uczestniczyć w prelekcji Jakuba Ćwieka Przepraszam najmocniej, ale wgryzł mi się pan w nogę, czyli cała prawda o kanibalizmie. Frekwencja bardzo wysoka, tematyka ciekawa, sposób zaprezentowania problemu z dużą dawką humoru. W zasadzie od samego rana, gdy spotkaliśmy się z Kubą i Patrycją, to mniej więcej w tym gronie spędziliśmy zdecydowaną większość reszty konwentu. Po prelekcji o kanibalizmie zrobiliśmy sobie dwugodzinną przerwę. W tym czasie w sali komiksowej odbywała się interesująca mnie prelekcja na temat twórczości Kevina Smitha - „Penisouderzacz vs. Człowiek-skręt” – ale jednak zwyciężyła potrzeba znalezienia jakiegoś lokum, w którym można by spokojnie odpocząć przy złotym napoju chłodzącym :-). Na konwentach zawsze śledzę uważnie blok Star Wars, ale tym razem byłem raczej przelotem w sali gwiezdnowojennej. Pierwszy raz wpadłem na kawałek prelekcji Kasis – Największe niewiadome świata Star Wars – która była naprawdę dobrze zaprezentowana, ale z racji tego, że po 30 minutach odbywał się Konkurs z wiedzy o horrorze, zmuszony byłem wyjść w trakcie (w międzyczasie dołączył do nas inny forumowicz - Zimek). Konkurs prowadził nie byle kto, gdyż sam Robert Lipski. Dla mnie to wyjątkowa postać, która przełożyła dla nas 4 książki Stephena Kinga (w tym te dwie najważniejsze cegły [oraz sporą część prozy H.P. Lovecrafta – red.]), dlatego tym milej było mi wygrać jego konkurs (zaznaczam, że drużynowo to dokonaliśmy). Zabawa trwała 1,5 godziny i przeprowadzona została w iście pokojowej i wesołej atmosferze. Pan Lipski prowadził już taki konkurs na tegorocznym Polconie i mam nadzieję, że jeszcze będę miał okazję w czymś takim uczestniczyć. Przez następne 1,5 godziny nasza grupa rozeszła się. Mandriell z Zimkiem i Pati poszli na prelekcję Rafała Orkana Ludzie-słonie, czyli rzecz o prawdziwych mutantach, Kuba został na konkursie filmowym, a ja miotałem się po salach zahacząjąc o mutantów; kilkanaście minut spędzając w sali SW (Jedi, Sithowie i inni władcy Mocy), by ostatecznie najeść się (co chyba nie było dobrym pomysłem zważywszy na moje następne posunięcie), kupić coś do picia (patrz jak wyżej) i ponownie udać się na zakończenie prelekcji o mutacjach. Mocna rzecz to była, a ja za czymś takim nie przepadam jednak. O 17:30 poszliśmy na Konkurs wiedzy o Harrym Potterze. Tutaj zaskoczyła nas po pierwsze frekwencja (naprawdę spodziewałem się raczej kilku osób, a nie pełnej wielkiej sali), a po drugie poziom konkursu (czapki z głów przed wiedzą prowadzącego). Powiem tylko, że ja bym chyba nie potrafił kingowego konkursu przeprowadzić na tak wysokim poziomie (a kto mnie zna ten wie, że normalny pod tym względem nie jestem:-). Udało nam się przejść kwalifikacje, potem (przy dużym szczęściu) przebiliśmy się jeszcze przez dwa etapy, aby ostatecznie odpaść przed samym finałem. Co rzucało się w oczy to strasznie dziwna atmosfera podczas konkursu. Momentami miałem naprawdę wrażenie, że ludzie się zaczną bić o każdy punkt (na horrorowym konkursie drużyny sobie nawzajem podpowiadały, a tutaj ogromny kontrast). Zabawa przedłużyła się o godzinę i opuściliśmy salę o godz. 20:00. W zasadzie wszystkie prelekcje już się zakończyły. Próbowaliśmy jeszcze wbić się na pokaz starwarsowych Fan Filmów, ale salka była zbyt mocno oblegana.
    Wraz z Ćwiekiem, Pati i kilkoma osobami ze Śląskiego Klubu Fantastyki udaliśmy się do centrum, aby wreszcie przysiąść gdzieś przy dobrej wyżerce i skromnej wypitce. O 22:30 powróciliśmy jeszcze do budynku WYSPY, aby wziąć udział w ostatnim tego dnia konkursie – W klatce – w którym trzeba było poznać horror po jednym kadrze. Konkurs kapitalny i aż boli, że w ogóle nie rozreklamowany – nie było o nim wzmianki w programie, a całość odbywała się w małej salce bez rzutnika (kurde to już prawie północ była i nic innego się nie działo!). Podzieliliśmy się na trzy sporej wielkości drużyny (potem miało się jeszcze odbyć wyłonienie indywidualnego zwycięzcy, ale już na wstępie ustaliliśmy, że jesteśmy tu dla zabawy i dzielimy się tym co wygramy), z czego jedna zrezygnowała w trakcie widząc ile traci do dwóch pozostałych. Trzeba przyznać, że materiał przygotowany przez prowadzącego - Michała Oracza - stał na bardzo wysokim poziomie, a i nasza wiedza (odrzucając fałszywą skromność... była wysoka). Sporo śmiechu dostarczyło nam liczenie punktacji, gdy okazało się, że ostateczny wynik to 94 : 94. Prowadzący chciał jeszcze przeprowadzić dogrywkę, ale zgodnym chórem stwierdziliśmy, że tak jest dobrze i podzieliliśmy się nagrodami (był to kolejny konkurs ze świetną zabawą, a nie walka o każdy punkt jak na Potterze).
    Na tym zakończyliśmy sobotnią część oficjalną i nauczeni doświadczeniem z dnia poprzedniego, udaliśmy się od razu na ławeczkę pod szkołą, by tam przy wspólnej dyskusji przesiedzieć do rana.
    Niedziela, co jest w sumie tradycją na typowych szkolnych konwentach, jest już znacznie mniej obfitym w atrakcje dniem. W zasadzie już na siłę szukaliśmy dla siebie miejsca, by jeszcze trochę przedłużyć ten magiczny weekend i oddalić powrót do rzeczywistości. O 11:00 poszliśmy na spotkanie ze Stefanem Dardą – autorem „Domu na wyrębach”. Było to w zasadzie jedno z nielicznych (nie wiem nawet czy nie jedyne) typowych spotkań autorskich. W programie Falkonu pisarze mieli prelekcje, a spotkania zastąpiono dyżurami w konwentowej księgarni. Spotkanie z panem Stefanem było ciekawe choć frekwencja niesmacznie niska (maks. 15 osób w wielkiej auli). Poznaliśmy nawet historię okładki autorstwa Darka Kocurka, co nas jako kingowych fanów, z pewnością ucieszyło. Mam też ogromną nadzieję, że pan Stefan zdecyduje się (do czego go wraz z Mandriellem namawialiśmy) na wydanie audiobooka. Po spotkaniu rozstaliśmy się z Zimkiem, który udał się na Konkurs Ogólnofantastyczny. Ja poszedłem na Spotkanie z Lubelskim Fandomem Star Wars, które było już raczej podsumowaniem minionych trzech dni połączone z prezentacją Fanklubu. Konwent zakończyliśmy w księgarni podczas dyżuru Jakuba Ćwieka.
    Podsumowując, był to naprawdę kolejny wspaniały weekend spędzony w gronie fantastycznych ludzi. Pierwszego dnia byłem naprawdę przerażony widząc ochronę przeszukującą torby konwentowiczów, wymarłe sale wspólne i kompletny brak integracji (teoretycznie przyjechałem tam jako przedstawiciel jednego z największych polskich fanklubów Star Wars, licząc na tradycyjną salę zarezerwowaną dla fanów gwiezdnej sagi, a spałem dwie noce na korytarzu nie zawierając żadnej nowej znajomości). Oczywiście ja rozumiem, że alkohol jest problemem konwentów, ale nie lubię popadania ze skrajności w skrajność. Ostatecznie jednak, i podkreślam to co by było jasne jakie jest moje zdanie, bawiłem się bardzo dobrze! Był to mój pierwszy Falkon i będę go bardzo miło wspominał. Przez te kilka dni, które minęły od imprezy, często wracam do niej myślami i dziękuję wszystkim organizatorom za możliwość spędzenia naprawdę fantastycznego weekendu!




Podyskutuj o konwencie na naszym forum. Zobacz fotorelację.

Serwis "Carpe Noctem" oficjalnie rozpoczął działalność 1 września 2003
© copyright by "Carpe Noctem" 2003
Wszystkie prawa zastrzeżone
webmaster: Przemysław Romański
stat4u