|
Jagoda Skowrońska
Andrzejkowa Sobota z Fantastyką - Wrocław 2009
Jako że od dawna mam słabość do wróżb wszelakich a od niedawna do konwentów fantastycznych, nie mogłam sobie odmówić stawienia się w leśnickim Zamku w sobotę 28.XI. Cóż z tego, że to na dwa dni przed prawdziwymi Andrzejkami? Te fantastyczne mogą być o dowolnej porze roku, bo na tym chyba między innymi polega urok fantastyki…
Na Zamek dotarłam w okolicach godziny 15, więc skoro akurat nie działo się nic, co by mnie szczególnie interesowało, przeszłam się do groty wróżki sprawdzić co mnie czeka w najbliższym roku. Grota przygotowana była raczej z myślą o najmłodszych, nie przeszkadzało mi to jednak wylać przez dziurkę od klucza odrobiny wosku do miski z wodą a następnie pokombinować, co też rzucane na ścianę cienie mogą przypominać. Zdało mi się, że widziałam diabła w berecie z antenką, samolot i mężczyznę w postaci półleżącej, sprawiającego wrażenie, jakby o zgięte w kolanach nogi opierał otwartą książkę lub laptop. Później, jak położyłam wosk na stole, to zdało mi się jeszcze, że widzę cień dzidziusia, ale to ostatnie to już niech oglądający fotografię ocenią.
Medytując jeszcze nad interpretacją andrzejkowych wróżb udałam się do Sali prelekcyjnej, zorientować się na czym polega Konkurs Andrzejkowy. Gdy się okazało, że to konkurs z wiedzy o twórczości Andrzejów: Sapkowskiego, Pilipiuka i Ziemiańskiego, z którą to twórczością zetknęłam się tylko pobieżnie, i w pamięci prawie nic mi nie zostało, przezornie wolałam ograniczyć się do roli widza.
Ale i nawet rola obserwatora nie przypadła mi szczególnie do gustu, więc dyskretnie i cicho udałam się naprzeciw, do Sali Widowiskowej, na prelekcję Adama Cebuli „Nieczyste zaplecze czystej nauki”, czyli o wykorzystaniu nauki na potrzeby filmów SF. Tutaj także nie do końca umiałam się znaleźć, więc po kilku chwilach, równie dyskretnie jak się pojawiłam, opuściłam pomieszczenie.
Pozostałą część wieczoru (bo w pewnym momencie ku swojemu zdziwieniu zorientowałam się, że to już wieczór zapadł) spędziłam w towarzystwie Krzysztofa Wójcikiewicza – człowieka znanego chyba wszystkim bywalcom konwentów fantastycznych, który o książkach potrafi opowiadać w taki sposób, że słuchać go można w nieskończoność. Najpierw były to rozmowy na korytarzu, potem spotkanie autorskie z Andrzejem Ziemiańskim. Na spotkanie udałam się, mimo że z twórczości Ziemiańskiego ledwie połowę pierwszego tomu „Achaji” przeczytałam. Teraz już wiem, że jeszcze po inne pozycje tego autora sięgnę, najprawdopodobniej będzie to „Festung Breslau” – choćby z lokalnego patriotyzmu. Chociaż Sala prelekcyjna z uwagi na wielkość i na oświetlenie, spotkaniom autorskim niezbyt sprzyja, było miło. Owszem, w pewnym momencie autor miał problemy z dojrzeniem publiczności… nie, nie dlatego, żeby tej w ogóle nie było, ale dlatego, że oświetlenie jest takie, że „gwiazdy programu” siedzą dobrze oświetlone, a publiczność w niemal całkowitych ciemnościach, jednak dość szybko przeszedł nad tym do porządku i rozmowa o jego dawnych i obecnych książkach, o niedawnym sporze z Markiem Krajewskim a także o planach wydawniczych na przyszłość swobodnie potoczyła się dopóki organizatorzy nie dali znać, że czas już opróżnić salę.
Zapowiadany na godzinę 20.00 Rafał W. Orkan, wschodząca gwiazda polskiej fantastyki, twórca nurtu określanego już jako Orkanfantasy, pojawił się nieco wcześniej, dzięki czemu miałam możliwość zdobycia autografu swoim egzemplarzu debiutanckiej powieści Rafała „Głową w mur” i zamienienia paru słów w 6 oczu (trzecia para oczu należała oczywiście do K.W., który także to spotkanie miał poprowadzić). Obaj panowie szybko doszli do wniosku, że spotkanie w Sali prelekcyjnej mogłoby okazać się nieporozumieniem, więc przeniesione zostało do pobliskiego pubu. Słyszalność była taka, że spotkanie szybko przerodziło się w luźną rozmowę Krzysztofa z Rafałem o bardzo dobrych i jeszcze lepszych książkach fantastycznych i o fascynacjach literackich w ogóle. Ponieważ z pubu nikt towarzystwa nie wypraszał, bo i nie było powodu, wyjście wymusiła godzina… ważny czynnik kiedy się podróżuje komunikacją miejską.
Ogólnie było nieźle… a nawet lepiej. Szkoda tylko, że frekwencja nie dopisała, czy raczej dopisała w godzinach około południowych, kiedy to – jak twierdzą ci, co byli o tak młodej porze – przeważały dzieci i młodsza młodzież. Jednak spotkania pokazały, że, jak to zwykle bywa, bardziej niż ilość liczy się jakość. A na to ostatnie nie było powodu narzekać.
Aby porozmawiać o imprezie wejdź na nasze forum.
|